.

.

sobota, 16 kwietnia 2016



Feodor:)


Jakiś czas temu, pojawiło się u nas nowe krzesło.
Powinnam chyba nawet napisać, że pojawił się On... Feodor właśnie...

Całkowicie zaplanowana wizyta w Ikei, ustalona koncepcja przemyślanych zakupów i totalnie spontaniczny wybór:)
Jak wiadomo takie zakupy czasem są najlepsze, czasem jednak nie do końca.
Ten okazał się trafiony i fajowy!

No uwieeelbiam go!

Krzesło jest obrotowe, ma regulowaną wysokość siedziska, do czego służy specjalna dźwignia.
Oczywiście jej operatorem jest zazwyczaj Jasiek:)
Jakoś tak wcale nie myślałam o czarnym krześle... a teraz mam i nie wyobrażam go sobie w innym kolorze.
Wpasował się w naszą kuchnię idealnie, choć tak naprawdę świetnie wygląda wszędzie.
I tworzy fajny duet z innym fajnym krzesłem:)


















Na zdjęciach ściana nad płytkami jaszcze goła:)
Półka którą sobie tu wymyśliłam, wymarzyłam i zaplanowałam już jest.
Już nawet wisi w miejscu docelowym, już wszystko poustawiane, już w kółko przestawiane.
Po prostu cieszy oczy:)
Niebawem pokażę.


A tymczasem...
Wiosna, wiosna, wiosna... 

Znów zazieleniły się graniczne brzozy a wszystkie wsadzone w tamtym roku roślinki ożyły niesamowicie.
No i sezon ogrodniczy rozpoczęty na całego, choć na zdjęciu widać tylko część zakupów:)

Rozpoczęliśmy sadzenie na łące za stodołą. 
Plan jest na stworzenie "ogrodu" bez planu;)))
Takie sadzenie w cały świat, w stylu misz/masz.
Tak mi się zawsze podobało i marzyło...
Co z tego wyjdzie... czas pokaże:)






Udanego weekendu!

Kaśka



sobota, 9 kwietnia 2016



117 kwadratów...


Nareszcie mam!

Wyproszona, wyczekana, wytęskniona i wyzazdraszczana:)))
Moja (!!!) szydełkowa narzuta/pled  z kolorowych kwadratów.

Zrobiona przez mamę :-)***

Trochę czasu Jej zajęła i pewnie nerwów trochę zszarpała...
Pamiętam, jak zobaczyłam pierwsze kwadraty i nie mogłam sobie wyobrazić, że kiedyś stworzą jedną całość.
No i stworzyły!
No i po prostu cudna jest:)))

W sumie kwadratów jest 117, w kolorach ogólnie całorocznych:)
Jest też poszewka w komplecie.










Przy okazji muszę pokazać też stolik.

Dębowy, na kółkach, zrobiony przez nas.
Blat z dwóch grubych, masywnych dech z zostawionymi naturalnymi bokami:)
Stolik niby kawowy...
W praktyce jednak wiecznie zawalony lego, resorakami, figurkami, kredkami... itp...
Taki jego urok widać...:)))

Na zdjęciach jest też stary obrotowy taboret, który dostał nowe siedzisko z drewna.
Ostatnio pokazywałam go w królestwie Jaśka. 
Odnowiliśmy jednak kolejny stary taboret, który pokażę niebawem.
W związku z tym zrobiłam pewne roszady, obrotowy wrócił do nas a tamten "nowy" jest teraz Jaśkowy.

A pozostając w temacie stołków... 
Jest też stołek z pieńka, idealny do odstawienia kubka czy odłożenia książki.
Strasznie go lubię:)

















A poza tym...

U nas wiosna na całego, wszystko się zazieleniło, obudziło...
Ptaki śpiewają jak szalone.
Dziś od rana padało a nawet lało, oby jutro pogoda była lepsza.

Choć gdy pogoda kiepska, to w warsztacie/stolarni wióry lecą.
Półka do kuchni już gotowa:)
Już zakonserwowana i schnie sobie.


Dobrej niedzieli!!!


Kaśka


piątek, 1 kwietnia 2016




Kuchenny koszmar...



Tak wyglądała nasza kuchnia w momencie zakupu domu...
Kuchnia a raczej pomieszczenie na nią przeznaczone...
Zawalona rzeczami składowanymi tam przez kilkadziesiąt lat.
Z pomocą rodziny, przez kilka godzin wyrzuciliśmy przez okno milion tych "rzeczy".

Min. stos pustaków, deski, resztki stołów, krzeseł, kredensów, stare kaloryfery...
Poza tym worki, kartony, pudła, ubrania, buty... nawet wannę znaleźliśmy:)

Zdjęcia niestety robione były w biegu. 








 Potem musiała być zrobiona nowa wylewka.
 Schła 8 tygodni...









 W tzw. "międzyczasie" robiły się inne rzeczy.
 Przeróbki elektryki, hydrauliki, ciągłe kucie, wiercenie, itp, itd...
Pomału... ale jednak do przodu:)







Potem szpachlowanie, malowanie.
Jakoś tak nie chcieliśmy żadnych gładzi, od początku też było oczywiste, że ściany będą białe.

Na szczęście dolne szafki kuchenne, zakupione kilka lat temu do wynajmowanego mieszkania, wpasowały się idealnie.
Zwykłe, białe, z płyty... ale są i jeszcze jakiś czas będą z pewnością.
Może tylko blat bym zmieniła...:)

Wybór paneli był ekspresowy.
Będąc w Castoramie od razu wpadły mi w oko (Classen Świerk Rosario).
Mają wygląd bielonych, postarzanych desek.
Użytkujemy od roku i na razie jestem zadowolona z wyboru.

Jak z podłogą poszło szybko, tak ze ścianą nad blatem już nie...
Przez prawie 10 mcy nie mogłam się zdecydować...
Przewinęło się kilka opcji, jednak jakoś w styczniu stanęło na białych płytkach/kaflach (Paradyż Tamoe).








 No więc są:)

Jako, że górnych szafek nadal nie przewiduję, zamiast nich niebawem zawiśnie wielka, dębowa półka.
Jeszcze tylko ostatnie weryfikacje, co do jej ostatecznego wyglądu:)
Już nie mogę się doczekać...










Na koniec jedna z moich ostatnich zdobyczy w całej okazałości...
Stara witryna z gabinetu dentystycznego:)









Udanego weekendu!

Kaśka


niedziela, 27 marca 2016



Wiosenne życzenia!



Chociaż pogoda dziś była raczej kiepska, chociaż koszyczki ze święconką skrywaliśmy pod parasolem, to jednak było cudnie!

Powiało wiosną, zapachniało wiosną, zazieleniło nam się w domu!
Zerwałam już na łące za stodołą pierwsze stokrotki:)))))))))))
Maleńkie takie i śliczne, nie mogłam się powstrzymać.
Rozkwitły też gałązki czarnej porzeczki i bazie nam się zażółciły w wielkim słoju.


Jako, że na obecną chwilę nie mam jeszcze żadnych zdjęć okołoświątecznych, posiłkuję się takimi oto:)


         Radosnych, ciepłych i spędzonych z najbliższymi Świąt Wielkanocnych!!!
                                                        Wszystkiego dobrego!!!




















Kasia